„Sztuka dla życia i życie dla sztuki”. Bracia Hirszenbergowie – konferencja Muzeum Miasta Łodzi

W zeszłą niedzielę (25 października) w Muzeum Miasta Łodzi odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa pt.: „Bracia Hirszenbergowie – w poszukiwaniu ziemi obiecanej”. Gościem specjalnym konferencji była Ofra Bruno-Hirszenberg, córka Henryka Hirszenberga.

Konferencja rozpoczęła się od przybliżenia drzewa genealogicznego rodziny Hirszenbergów. Wiadomo, że rodzina Hirszenbergów mieszkała przy ówczesnej ul. św. Jakuba. Państwo Hirszenbergowie mieli dziesięcioro dzieci, wśród nich – Samuela i Izraela (później – Henryk) – artystów, którzy odeszli w cień.

O Henryku Hirszenbergu nie zachowało się tyle dokumentów, co o Samuelu. Wiemy na pewno, że był on architektem. Natomiast o Samuelu Hirszenbergu możemy powiedzieć już więcej. Rozpoczął on swoją przygodę z malarstwem od realizmu. Następnie jego zainteresowanie rozbudził impresjonizm, jednak w jego pracach nie brakuje też symbolizmu. W efekcie końcowym Samuel ostatecznie zbliża się do ekspresjonizmu. O jego życiu prywatnym dowiadujemy się z zapisków przyjaciela – Mariana Wawrzeckiego i żony – Anny Marii Pauliny. Z pamiętników i listów wyłania się obraz Samuela jako człowieka światłego, „walczącego z fanatyzmem i złą wolą”. Był to człowiek, który „chciał zmienić Ścianę Płaczu w Ścianę Radości”.

Temat konferencji był okazją do przedstawienia, jak wyglądało życie artystów w XIX-wiecznej Łodzi. Jak się okazuje, szybko rozwijająca się Łódź nie była przyjazna środowiskom plastyków. Po pierwsze władze Łodzi nie finansowały artystów. Po drugie brakowało powierzchni wystawienniczych. I po trzecie – najważniejsze – zainteresowanie sztuką mieszkańców było prawie zerowe. Z czasem artyści zaczęli wystawiać swoje prace w witrynach księgarń. Dopiero pod koniec XIX w. udało się zorganizować pierwszą w Łodzi wystawę prac plastycznych. Wystawa odbyła się w Grand Hotelu, który od tej pory częściej stawał się miejscem spotkań artystycznych.

W popularyzacji plastyki oraz jej twórców pomagała oczywiście ówczesna prasa, która nierzadko informowała o ukończeniu obrazu przez danego malarza, tragediach, skandalach czy plotkach na temat życia prywatnego sfer artystycznych. Na przykład Tygodnik Ilustrowany, ukazujący się w całym kraju, opublikował w 1889 r. artykuł „Z miasta milionerów”, w którym pisano o Samuelu Hirszenbergu i o Leopoldzie Pilichowskim.

Choć zdecydowana większość łodzian i tak nie doceniała talentów młodych twórców, wśród bardziej zamożnych na szczęście nie brakowało mecenasów sztuki. I tak pierwszym mecenasem Samuela Hirszenberga był Maksymilian Cohn – lekarz, kolekcjoner dzieł sztuki. W jego zbiorach znalazło się min. 17 obrazów oraz 2 portrety. Obrazy Samuela znalazły się również u rodziny Silbersteinów (głównie portrety rodzinne malowane na zamówienie), Lichtenfeldów, Birnbaumów oraz Poznańskich.

W 1885 roku Dziennik Łódzki opublikował listę darczyńców, którzy złożyli się na stypendium artystyczne dla Samuela. Wśród wymienionych przez gazetę osób byli m.in.: Maksymilian Cohn, który przekazał na ten cel 75 rubli, Karol Poznański – 220 rubli, Szaja Rosenblatt – 50 rubli.

Warto wspomnieć, że Izrael Poznański zamówił u Samuela dekorację swojego pałacu (dzisiejsza siedziba Muzeum Miasta Łodzi). Choć nic już nie zostało z malowideł pałacowych wykonanych przez najstarszego syna Hirszenbergów, można wrócić do tych czasów dzięki fotografiom wykonanym w okresie międzywojennym. Wtedy to w pałacu Poznańskiego mieścił się Urząd Wojewódzki, którego zdjęcia wnętrz pozwalają zobaczyć, jak naprawdę powinien wyglądać ten pałac. Być może kiedyś ściany pałacu znów będą takie jak za najlepszych dla Łodzi czasów fabrykanckich.

Autor: Ola K., fot. Darek M.